W czerwcu w relacji na Instagramie zamieściłam post @polyphiliablog i dodałam do niego pytanie „Czy poliamoria jest queerowa?”. W odpowiedzi dostałam wiadomość od osoby, która stwierdziła, że wolałaby, żeby poliamorii nie łączono z LGBT+. Argumentowała, że to jest wybór stylu życia, a nie tożsamość oraz że osoby queerowe i tak mają ciężko, nie potrzeba ich mieszać z poliamorią. Wspomniała także, że narracji o queerze nie powinni przejmować cis hetero mężczyźni i że osobiście nie chciałaby widzieć poliamorycznej dumy na marszach równości.
Zaczęłam pisać odpowiedź, ale tak się ona rozrosła, że stopniowo urosła do rozmiarów tego tekstu. Mam nadzieję, że uda mi się w nim pokazać, że ta kwestia nie jest aż taka prosta.
Poliamoryczność jako tożsamość
Argument o wyborze stylu życia uważam za niezbyt trafny, bo wiele osób poliamorycznych wybiera związki poli, dlatego że czują się w nich znacznie lepiej i naturalniej niż w monogamicznych. Związki niemonogamiczne są zresztą tak mocno piętnowane, że to nie jest zazwyczaj wybór podejmowany lekko. Wynika on raczej z trudności odnalezienia się w monogamii.
Jak najbardziej można więc rozumieć poliamorię jako relacyjną orientację. Wiele osób traktuje poliamoryczność czy niemonogamiczność jako tożsamości (mówiąc o sobie: „Jestem osobą poliamoryczną”). Z mojej perspektywy, pisanie, że poliamoria to wybór stylu życia, ma tyle samo sensu co kategoryzowanie w ten sposób tranzycji lub związku z osobą tej samej płci.
Czy poliamoria jest odrębna od queeru?
Niemonogamia i poliamoria dotyczą kształtu związków. Podobnie jak orientacja seksualna i romantyczna dotyczą tego, z kim chcemy uprawiać seks i kogo kochamy. Związki niemonogamiczne podważają tradycyjny porządek tak jak związki jednopłciowe oraz queerplatoniczne związki osób spod parasola aseksualności.
W związkach poliamorycznych, w których wszystkie (np. 3 lub 4) osoby partnerskie są ze sobą w bliskich relacjach, wręcz narzucona jest queerowość. Do takiego związku albo należą osoby tej samej płci, więc obejmuje on relacje jednopłciowe, albo są w tym związku osoby niebinarne.
Niewystarczająca dyskryminacja?
Osoby poli tak jak osoby niehetero bywają pogardzane i nie mogą usankcjonować niektórych swoich związków. Jak najbardziej podlegają więc dyskryminacji.
W grupie osób poliamorycznych rzeczywiście znajdą się też cispłciowi heteroseksualni mężczyźni, którzy pod wieloma względami są uprzywilejowani. Ze względu na podwójne standardy ich poliamoryczność czy niemonogamiczność może wręcz być postrzegana całkiem pozytywnie („Ale mu się udało, że ma 2 partnerki!”). Jednak wcale nie jest to takie oczywiste i jednoznaczne. Tak, zapewne część cis hetero facetów będzie akceptowana ze swoimi niemonogamicznymi związkami. Ale czy to wykreśla całą dyskryminację i pogardę, jakiej podlega większość niemonogamicznej społeczności?
A może, analogicznie, do queeru nie powinno się zaliczać bogatych, białych, cispłciowych gejów, którzy podlegają znacznie mniejszej dyskryminacji niż choćby osoby niebinarne?
Czy poliamoria robi queerom zły PR?
Doskonale rozumiem, że wiele osób LGBTQIA+ może uważać włączanie poliamorii do queeru za niekorzystne dla walki o ich prawa. Dodaje to do już długiej listy literek kolejny koncept trudny do zrozumienia dla większości społeczeństwa.
Rzeczywiście osoby queerowe i tak mają ciężko, a kojarzenie ich z niemonogamią raczej by im nie pomogło. Liczne badania pokazują bowiem, że osoby w związkach niemonogamicznych są uważane za postępujące mniej moralnie niż te monogamiczne. Trwałe, monogamiczne związki jednopłciowe bywają wręcz podawane jako chwalebne przykłady, że osoby niehetero spełniają pewne tradycyjne normy społeczne, więc zasługują na prawo do małżeństwa.
Ale czy odcinanie się od niemonogamii i poliamorii faktycznie służy osobom niehetero? Niemonogamia jest przecież bardzo popularna choćby wśród gejów. Wyniki amerykańskiego badania z 2021 pokazują, że nawet 30% gejów żyje w otwartych związkach. Czy tak duże rozpowszechnienie niemonogamii w tej społeczności jest więc argumentem przeciwko męsko-męskim małżeństwom? Oczywiście, że nie.
Pokazywanie monogamicznych queerowych związków jako lepszych i bardziej moralnych niż niemonogamicznych oznacza dalsze wtłaczanie osób LGBTQIA+ w normy, z których chcą się one wyzwolić.
O co walczą osoby queerowe?
Warto zadać sobie takie pytanie. Czy celem walki o prawa LGBTQIA+ jest umożliwienie osobom queerowym życia podobnego do cishetero osób? To znaczy: czy walczy się o małżeństwa jednopłciowe i adopcje, żeby osoby niehetero mogły mieć tradycyjnie rozumiane rodziny z dwójką partnerów_ek i gromadką dzieci? Czy walczy się o ułatwienie tranzycji, żeby osoby transpłciowe mogły wyglądać i funkcjonować jak stereotypowe kobiety i stereotypowi mężczyźni? Być może dla niektórych (a może nawet wielu) osób queerowych to rzeczywiście byłoby spełnienie marzeń.
Wydaje mi się jednak, że idea ruchu LGBTQIA+ idzie obecnie dalej. Nie chodzi tylko o to, żeby dopasować się do cisheteronormatywnych wzorców funkcjonowania. Wielu osobom queerowym (zwłaszcza aseksualnym, niebinarnym, interpłciowym) zależy też na podważeniu całej cisheteronormy. Na tym, by akceptowano różnorodne ciała, tożsamości płciowe, ekspresję płciową i kształty związków.
Poliamoria na pomoc queerom
Cała idea łączenia tych wszystkich literek w dłuższy akronim LGBTQIA+ jest taka, żeby razem walczyć o akceptację i prawa dla różnych grup, które oddzielnie są słabsze i nie mają takiej siły przebicia jak większy ruch. W ramach ruchu LGBTQIA+ jesteśmy w stanie łączyć bardzo różne postulaty osób niehetero, trans (binarnych i niebinarnych) czy interpłciowych. Odsnoszę wrażenie, że walka z dyskryminacją osób niemonogamicznych jest całkiem powiązanym z queerem tematem, dotyczącym seksualności i relacji.
Wnioski?
Kwestia tego, na ile poliamoria i niemonogamia są powiązane z queerem jest skomplikowana. Poliamoria i niemonogamia zdecydowanie nie należą do „kanonu” queeru, a osoby poliamoryczne nie były widoczne w trakcie pierwszych marszów dumy na świecie. Natomiast w miarę upływu lat skrót LGBT ewoluował, dołączając kolejne literki, odpowiadające za różne tożsamości. Moim zdaniem, jak najbardziej po kolejnych ewolucjach mógłby włączyć do siebie także poliamorię.
Istnieje zresztą zbliżona do LGBTQIA+ kategoria GSRD. To pojęcie różnorodności płciowej, seksualnej i relacyjnej (Gender, Sexual, and Relationship Diversity) jest prostszą alternatywą dla ciągle rozrastającego się skrótu LGBTQIA+. GSRD bierze też pod uwagę relacje romantyczne czy seksualne odmienne od tradycyjnych, czyli właśnie m.in. poliamorię i niemonogamię. Tylko na ile GSRD można uważać za pojęcie tożsame z LGBTQIA+?
Nie uważam, żeby była prosta odpowiedź na to, czy różnorodność relacyjna może być rozumiana jako kwestia queerowa. Natomiast uważam, że wyrzucanie flag poli z marszów równości byłoby po prostu okrutne. Przecież jest mnóstwo osób queerowych, które są niemonogamiczne i jak najbardziej mają prawo celebrować swoje intersekcjonalne tożsamości podważające cisheteromononormę podczas Miesiąca Dumy.
Masz pytania albo własne przemyślenia w tym temacie? Podziel się nimi w komentarzu lub napisz do mnie wiadomość 🙂
zdjęcie do tekstu: Dainis Graveris via Unsplash
