Coraz więcej gadżetów erotycznych posiada opcję sterowania za pomocą dedykowanej aplikacji mobilnej. Taka funkcjonalność wydaje się jednoznaczną zaletą produktu. Powinna rozszerzać gamę możliwości używania zabawki, a na pierwszy rzut oka niczego gadżetowi nie ujmuje. Natomiast specjaliści od cyberbezpieczeństwa biją na alarm. Aplikacje mobilne producentów gadżetów rzadko bowiem spełniają odpowiednie standardy. Również w kwestiach wygody używania i dostępnych funkcji aplikacje do sterowania gadżetów pozostawiają wiele do życzenia.
Jakie typowe wady mają gadżety sterowane telefonem i ich aplikacje? Jakie niebezpieczeństwa niosą? Na co zwrócić uwagę, wybierając zabawkę sterowaną telefonem i jaką warto kupić? Wyjaśniam na podstawie doświadczeń i researchu.
Więcej funkcji? Niekoniecznie
Wbrew pozorom, aplikacja wcale nie musi dodawać gadżetowi znaczących funkcji, a wręcz może pogarszać wygodę jego używania offline. Niechlubnym przykładem może być króliczek LELO Ida Wave, który oferuje bardzo podobne możliwości, jak jej (wycofana już) poprzedniczka Ida sterowana pilotem. Co prawda technologii SenseMotion™ od LELO daleko do zwykłych pilotów. Pozwala ona na zmianę intensywności działania dzięki rotacji lub potrząsaniu. Mimo wszystko, używanie tych funkcji w aplikacji jest ostatecznie bardziej problematyczne niż przez pilota. Wymaga każdorazowego łączenia przez Bluetooth i istnieje ryzyko zerwania łączności skutkujące wyłączeniem zabawki podczas stymulacji.
Używanie Idy Wave bez aplikacji jest zaś mocno ograniczone. Posiada ona tylko jeden przycisk do przełączania trybów. Nie da się zmienić jej intensywności działania bez połączenia z telefonem. Sterowanie aplikacją nie jest więc w tym wypadku dodatkową opcją, a raczej koniecznością, jeśli chce się korzystać z dość podstawowych funkcji wibratora.
Kapryśna łączność
Choć wydawałoby się, że łączenie i utrzymywanie łączności gadżetu z aplikacją powinny być proste i oczywiste, to niestety nierzadko sprawiają one problem i potrafią bardzo frustrować. Największe problemy miałam z łączeniem z aplikacją wibratora dla par Satisfyer Double Joy. Mimo że wszystko robiłam zgodnie z instrukcją (którą czytałam bardzo uważnie), to to, czy gadżet się połączył, czy nie, wydawało mi się kwestią absolutnie losową. Z kolei wspomniana Ida Wave potrafiła mi się łatwo rozłączyć. Wystarczyło przykryć się kołdrą czy ułożyć w pozycji, która najpewniej zakrywała antenę.
Wydają to się zabawne i niezbyt znaczące sytuacje, ale należy pamiętać, że gadżetów erotycznych używa się w przypływie podniecenia. Frustracja wynikająca z niemożliwości połączenia zabawki lub z jej rozłączania potrafi momentalnie zepsuć atmosferę, zmniejszyć poziom podniecenia i zniweczyć chęć na dalsze igraszki. W przypadku tego rodzaju produktów ta kapryśna łączność okazuje się więc całkiem poważnym problemem, psującym doświadczenie używania wibratora zamiast je polepszać.
Mniejsza uważność na przyjemność
Samodzielne używanie zabawki sterowanej telefonem wymaga czasu do przeznaczenia na znalezienie i telefonu, i gadżetu, włączenie aplikacji, połączenie z zabawką… A to dopiero początek. W wielu aplikacjach czeka multum funkcji np. działanie w rytm muzyki, wybór jednego z licznych trybów z biblioteki tworzonej przez użytkowników_czek czy samodzielne tworzenie trybów. Korzystając z aplikacji, często łatwiej skupić się na tym wybieraniu czy tworzeniu trybów niż na samych odczuciach, które one dają.
Oczywiście dla części osób ten proces może znacznie poprawiać doświadczenie korzystania z zabawki. Ktoś może mieć bardzo precyzyjne upodobania, jeśli chodzi o rytm wibracji i/lub potrzebować samodzielnie płynnie zmieniać intensywność. Rzeczywiście wiele aplikacji to umożliwia i to jedna z ich największych zalet. Natomiast podejrzewam, że większość osób bywa zupełnie usatysfakcjonowana kilkoma czy kilkunastoma trybami wibracji oferowanymi zwykle offline. Jednoczesne korzystanie z gadżetu i smartfona odciąga zaś ich uważność od odczuć z ciała. Erotyczny aspekt gadżetu może się zupełnie gubić w tym procesie.
Oczywiście zabawa podczas testów przeróżnych wibracji jest przednia, chociaż głównie na początku używania danego produktu (potem to się nudzi). Ale czy sterowanie telefonem zwiększa przyjemność z używania gadżetu? Szczerze wątpię. Zwłaszcza gdy gadżet wymaga trzymania za uchwyt, więc trzyma się go w jednej ręce, a w drugiej jeszcze dodatkowo telefon i zmienia nim ustawienia. To brzmi zupełnie niewygodnie.
Niewystarczające standardy bezpieczeństwa
Wszystkie powyższe wady są dość subiektywne. Być może chodzi o moje osobiste upodobania do szybkiej i prostej masturbacji, zamiast wybierania odpowiedniego rytmu w nieskończoność. Być może większość użytkowników_czek jest zadowolona ze swoich sterowanych telefonem zabawek. Natomiast opinie ekspertów od cyberbezpieczeństwa są zgodne. Wiele aplikacji służących do sterowania zabawkami erotycznymi wymaga usprawnień, zwłaszcza w kwestii zabezpieczeń i prywatności.
Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że dane przekazywane tego typu aplikacjom są szczególnie wrażliwe. Używając gadżetu z aplikacją, pokazujemy nasze seksualne upodobania, czasem też orientację seksualną (przy łączeniu z innymi użytkownikami czy korzystaniu z treści typu opowiadania erotyczne czy artykuły edukacyjne). Co więcej, możemy też tam prowadzić intymne rozmowy przez wbudowane komunikatory tekstowe lub video. Wyciek takich treści może stanowić poważny problem dla użytkowników_czek, a w niektórych krajach nawet narażać ich na odpowiedzialność karną (np. tam, gdzie homoseksualne zachowania są nielegalne).
W miejscach publicznych zabawki mogą też zostać wykryte przez osoby, które nie powinny o nich wiedzieć. W niektórych przypadkach dowolna osoba może się łatwo połączyć z gadżetem, który nie jest akurat połączony z żadnym innym smartfonem. Luki w aplikacji sterującej zabawką erotyczną mogą ponadto pozwolić na zainstalowanie złośliwego oprogramowania na telefonie lub zmianę oprogramowania w zabawkach. Także na takie zagrażające zdrowiu użytkownika_czki np. powodujące przegrzanie gadżetu.
Rozczarowujący giganci
Robiłam research w tym temacie kilka miesięcy temu i wywnioskowałam z niego, że obecnie najbezpieczniejszą opcją są aplikacje sterujące gadżetami marek We-Vibe i Lovense. Mają one duże doświadczenie w temacie smart sex toys i chociaż miały już pewne wpadki (We-Vibe musiało wypłacić miliony dolarów odszkodowania za zbieranie danych użytkowników), to nieustannie poprawiają swoje zabezpieczenia.
Niestety, tworząc ten tekst, czytam raport z 2021 roku, który pokazywał kolejne słabości aplikacji tych producentów. Co prawda, jeszcze przed jego publikacją, wymienione w nim problemy zostały zaadresowane. Mimo to, badanie pokazuje smutną prawdę o tym, że producenci gadżetów wciąż niedostatecznie skupiają się na najwyższych standardach bezpieczeństwa aplikacji. I chodzi tu nawet o znanych i doświadczonych graczy w tej branży, którzy deklarują regularne testowanie swoich zabezpieczeń.
Kiedy warto kupić gadżet z aplikacją?
Mimo wszystko, jestem daleka od skreślenia wszystkich zabawek sterowanych aplikacją. Smartfony mogą znacznie poszerzać możliwości działania gadżetów. Do tego aplikacje ciągle się rozwijają i wierzę, że część ich wad będzie znikać. Wobec tego, jakie zabawki erotyczne sterowane telefonem warto kupować?
- Te, których aplikacja daje możliwość sterowania przez inną osobę („z drugiego końca świata”) lub synchronizacji z innym gadżetem – moim zdaniem, seks na odległość to najsensowniejsze zastosowanie takich produktów.
- Gadżety noszone wewnątrz ciała lub pod bielizną – trzymanie telefonu w ręce i zmienianie nim ustawień to już wystarczająco dużo do roboty podczas masturbacj. Dodatkowa konieczność trzymania gadżetu wydaje się niewygodna. Z kolei, jeśli to druga osoba steruje gadżetem, który należy dociskać do ciała, to ma dość ograniczony wpływ na doznania jego użytkownika_czki, który_a może łatwo odsunąć zabawkę. Chociaż przyznam, że dla kogoś takie ograniczone sterowanie może być zaletą. Dla mnie jednak zupełnie mija się z celem oddawania komuś kontroli.
- Gadżety do wygodnego sterowania także bez aplikacji – idealna opcja, według mnie, obejmuje kilka różnorodnych trybów i intensywności działania dostępnych offline.
- Te, których aplikacja jest jak najbezpieczniejsza – nie łudzę się jednak, że ktokolwiek będzie robił research w tym temacie przed zakupem. Co mogę więc poradzić? Osobiście najbardziej ufam wspomnianym doświadczonym w temacie markom Lovense i We-Vibe, których aplikacje są wymieniane jako najbezpieczniejsze i ciągle łatają luki w swoich zabezpieczeniach. Mniej ufałabym tanim firmom takim jak Satisfyer, która co prawda bardzo mocno rozwija ofertę gadżetów z aplikacją, ale za to są one 2-3 razy tańsze niż w wypadku wcześniej wspomnianych marek. Po prostu nie wierzę, że firma skupiająca się, przede wszystkim, na obniżaniu kosztów, dba o regularne testowanie zabezpieczeń dla dziesiątek swoich smart zabawek.
Niezależnie od wybranego gadżetu, radzę udostępniać aplikacji jak najmniej danych. Do rozmów polecam zaś używać bezpieczniejszych komunikatorów (np. Signal, Telegram) lub po prostu łączyć się z partnerem telefonicznie podczas zabaw.
Źródła:
Giusto, D., Pastorino, C. (2021).Sex In The Digital Era. How Secure Are Smart Sex Toys? Uzyskane: 01.09.2023 https://web-assets.esetstatic.com/wls/2021/03/ESET_Smart_Sex_Toys.pdf
Mozilla (2021, 9 lutego). Should You Trust Your Dating App or Sex Toy? Uzyskane: 01.09.2023 https://foundation.mozilla.org/en/privacynotincluded/articles/should-you-trust-your-dating-app-or-sex-toy/
zdjęcie do tekstu: Lovense Toys via Unsplash
