Poniżej zamieszczam komentarz do tekstu Dominiki Tworek „Poliamoria: te związki to pułapka” dla tygodnika Polityka. Tekst oparty jest o rozmowę z jedną osobą z poliamorycznym doświadczeniem i wypowiedzi dwojga ekspertów uprzedzonych wobec poliamorii. Cytuje też wnioski z trzech badań, które są dość podręcznikowym przykładem cherry pickingu. Nie przedłużając, odnoszę się wprost do drukowanej wersji tekstu.
Miłość = wyłączność?
Socjolog Tomasz Szlendak, z którym rozmawia Dominika Tworek, mówi: „W miłość romantyczną wpisana jest wyłączność”, nie podaje jednak żadnych źródeł swojego stwierdzenia, więc sądzę, że można uznać to zdanie za jego subiektywną opinię wpisaną w tradycyjne, mononormatywne myślenie.
W swojej pracy magisterskiej analizowałam akurat kwestię tego, czy psychologiczne teorie miłości wykluczają poliamorię. Zapoznałam się w trakcie pisania z kilkunastoma, może dwudziestoma teoriami mówiącymi o miłości, związkach i przywiązaniu.
Swój desk research podsumowałam takimi zdaniami: „Po przyjrzeniu się powyższym teoriom dotyczącym miłości wnioskuję, że nieuprawione jest powoływanie się na nieokreślone dokładniej teorie miłości, by uzasadnić traktowanie monogamii jako modelu związku stanowiącego normę, do której każda romantyczna relacja powinna dążyć. Większość analizowanych przeze mnie teorii miłości i przywiązania nie wspomina bowiem o tym, jaką liczbę osób można kochać jednocześnie w danym momencie”.
Zastanawiam się ponadto, czy wspomniany socjolog powiedziałby w twarz osobom, które od lat żyją w wieloosobowych związkach, że ich miłość nie może być romantyczna, bo tak się nie da.
Zła poliamoria czy źli mężczyźni?
Przytaczane wnioski z badania włoskiego psychologa Giulio Perrotty o tym, że mężczyźni częściej z własnej woli wchodzą w poliamoryczne związki, kobiety częściej za namową partnerów, mogłoby pokazywać oczywiście ważny problem. Pytanie tylko, czy ten problem dotyczy poliamorii, czy raczej ogólnych nierówności w związkach damsko-męskich. Być może w przypadku decyzji o zmianie miejsca zamieszkania również kobiety często poddają się woli partnera, rezygnując ze swoich pragnień – tylko czy to jakkolwiek źle świadczy o przeprowadzkach i można powiedzieć, że przeprowadzki to pułapka? O wątpliwej rzetelności badania Perotty piszę zaś nieco niżej.
Poliamoria a dzieci
Dalej pada jeszcze stwierdzenie socjologa: „W takim kraju jak nasz można te polizwiązki uprawiać dopóty, dopóki nie pojawi się dziecko”. To również widzę jako zupełnie osobistą opinię, a nie wypowiedź eksperta opartą na naukowej wiedzy dotyczącej zjawiska. Rzeczywiście temat dzieci bywa często podnoszony jako utrudniający poliamoryczne związki, natomiast głównie z perspektywy z zewnątrz tzn. dzieci w poliamorii jako problem widzą głównie osoby i tak poliamorii przeciwne.
Tymczasem dr Elisabeth Sheff od dekad bada rodziny poliamoryczne z dziećmi i z jej badań wynika raczej, że dzieci wychowane w takich rodzinach wcale nie podlegają krzywdzie, jaką sugerują uprzedzone do poliamorii osoby. Takie rodziny oczywiście mają różne problemy np. dziecko może cierpieć, kiedy związek jego rodzica i innego dorosłego się kończy, bo osoba partnerska rodzica naturalnie była dla niego bliska i można za nią tęsknić. Jest to dość analogiczna sytuacja do rozstania rodziców, ale w poliamorycznych strukturach może występować częściej. Problemem może też być oczywiście stygmatyzacja.
Natomiast jednocześnie takie rodziny oferują dzieciom zalety, np. więcej bliskich dorosłych, którzy mogą się nimi opiekować i ich wspierać. W artykule z 2013 Sheff pisze choćby, że najczęstszą skargą dzieci z poliamorycznych rodzin jest „zbyt duży nadzór” – z perspektywy rodziców raczej niezbyt szkodliwa kwestia.
Być może wspomniany socjolog uznałby, że USA to kraj zupełnie inny niż Polska, a Dominika Tworek przytacza historię młodej, polskiej mamy rozczarowanej poliamorią, ale ten dowód jest wyłącznie anegdotyczny. W kontrze zgodnie z prawdą mogę przyznać, że znam polską mamę, która jest bardzo zadowolona z poliamorii. O ile wiem, nie ma jednak chwilowo danych dotyczących rodzicielstwa i poliamorii w Polsce. Dopiero kiedy się pojawią, będzie można faktycznie ustalić, na ile w Polsce poliamoria utrudnia rodzicielstwo.
„Poliamoria” – pojęcie niszowe?
„Sformułowania poliamoria używają ludzie należący do pewnego – mocno lewicowego – kręgu. Poza tym środowiskiem nie ma potrzeby używania tej konkretnej etykiety” pisze Tworek, co jest oczywistą nieprawdą. Sformułowanie poliamoria pojawiło się w latach 90. a w XXI wieku zaczęło coraz powszechniej pojawiać się w badaniach naukowych. Obecnie to pojęcie o zrozumiałym znaczeniu dla coraz szerszego kręgu osób, coraz bardziej widoczne w mediach i nie tylko. Pojawiło się choćby na zajęciach o modelach związków, w których uczestniczyłam na studiach na kierunku Psychologia na Uniwersytecie SWPS. Cytowane zdania uważam więc za spore nieporozumienie.
Poliamoria = niedojrzałość i brak więzi?
Dalej wypowiada się psychoterapeutka z 35-letnim doświadczeniem Milena Karlińska-Nehrebecka, która twierdzi, że pojęcie poliamorii ma normalizować nieakceptowalne społecznie zjawiska zdrady, promiskuityzmu, braku dojrzałości i odpowiedzialności. Z jej słów wyziera zupełne niezrozumienie idei poliamorii. Nie jest to jednak zaskakujące w kontekście faktu, że w Polsce wiele psychoterapeutów wypowiada się o poliamorii krytycznie czy wręcz lekceważąco, wydaje się, że bez świadomości swoich uprzedzeń. Osobiście sądzę, że kwestionowanie zastanych norm, podejmowanie własnych decyzji o swoim modelu związku oraz uzgadnianie swojej niewyłączności seksualnej z osoba partnerską to właśnie przejawy dojrzałości i odpowiedzialności, które wynikają z niezgody wobec powszechności zdrad. Co do promiskuityzmu trudno mi się odnieść, bo mam wrażenie, że obecnie ten termin bywa używany jako określenie akurat takich relacji seksualnych z wieloma osobami, jakie się nie podobają osobie, która tego słowa używa.
„Tworzenie związków z kilkoma osobami jednocześnie wyklucza głęboką, dojrzałą i intymną więź miłosną” to kolejna opinia wyrażana przez psychoterapeutkę pod przykrywką prawdy absolutnej. Nehrebecka sugeruje, że wiele relacji utrudnia tworzenie głębszej więzi, a osoby w relacjach poli unikają głębokich więzi, nie podaje jednak żadnych naukowych argumentów na swoje stwierdzenie. Ja jako kontrargument mogę zaś podać, że przeciwnie do założeń wspomnianej terapeutki badanie opublikowane w 2015 roku pokazało, że w rzeczywistości to osoby w relacjach monogamicznych mają średnio istotnie wyższy poziom unikającego przywiązania niż osoby w relacjach niemonogamicznych (Moors, Conley, Edelstein, Chopik, 2015).
Poliamoryczność = zaburzenia osobowości?
Dalej wspomniane jest, że badanie Giulio Perrotty wskazują, że wśród osób niemonogamicznych wiele kwalifikuje się do diagnozy zaburzeń osobowości. Natomiast kiedy przyglądam się wspomnianemu badaniu uderza mnie fakt, że nie jest dokładnie opisane, w jaki sposób Perotta pozyskiwał próbę do badania, a ujawnienie tego mogłoby nieco rozjaśnić, patrząc na jego zaskakujące wyniki. Dodatkowo korzystał z kwestionariuszy swojego autorstwa, które powstały bardzo niedawno. Myślę, że warto to podkreślić, bo nie są to tak dobrze sprawdzone i wielokrotnie przetestowane kwestionariusze do badania zaburzeń osobowości. Dodatkowo, w badaniu brakuje grupy kontrolnej, więc nie ma porównania, ile osób będących w związkach monogamicznych spełniałoby kryteria diagnozy zaburzeń osobowości według kwestionariusza Perotty.
Poza badaniem Perotty nie znajduję innych, które pokazywałyby, że zaburzenia osobowości występują częściej u osób niemonogamicznych czy poliamorycznych niż w populacji ogólnej/monogamicznej, mimo że argument sugerujący taką korelację pojawia się od lat 70. (Knapp, 1975). Moja hipoteza jest więc taka, że jeśli podobne badania z grupą kontrolną były prowadzone, to nie udało się ich opublikować ze względu na to, że wyniki pokazywały podobną częstość występowania zaburzeń osobowości w populacji osób poliamorycznych co u osób monogamicznych. A że takie wyniki nie są zaskakujące i ciekawe, to niezwykle rzadko kwalifikują się do publikacji.
W tekście wymienia się więcej ustaleń z badania Perotty, z czego najbardziej kuriozalnym wydaje mi się wynik pokazujący, że wśród osób badanych na pytanie: „Jakie są twoje powody preferowania (i utrzymywania) poligamicznego związku?” najwięcej, bo 55% zaznaczyło odpowiedź: „Narcystyczna kontrola w związkach poligamicznych”. Osobiście nie mam pojęcia, co autor miał na myśli w tej odpowiedzi, jako że związki niemonogamiczne postrzegam raczej jako dające znacznie więcej wolności, a nie zapewniające kontrolę zaangażowanym osobom. Dość podejrzanym wydaje mi się również, żeby ponad połowa osób zaznaczyła opcję sugerującą, że kierują nimi narcystyczne pobudki. Być może Włosi nie wstydzą się swojego narcyzmu lub problemem jest znaczenie, które umknęło w tłumaczeniu wyników na angielski. Niemniej wynik ten wydaje się co najmniej podejrzany, podobnie jak brak jego dokładnego wyjaśnienia autora, co miał na myśli przez tę odpowiedź.
Badania Perotty, w którym cytowane źródła odnoszą się w większości do własnych prac autora, nie korzystając z zagranicznego bogactwa artykułów dotyczących poliamorii, wydaje się intencjonalnie patologizować poliamorię. Jego publikacja w znanym journalu dziwi mnie podobnie jak publikacja tekstu Tworek w Polityce w 2024 roku, podczas gdy New York Magazine publikuje jako okładkowy tekst praktyczny przewodnik po poliamorii. Jeśli jednak ktoś sądzi, że to badanie jest rzetelne i jest mi to w stanie uargumentować, to zapraszam do kontaktu.
A może poliamoria to emocjonalny chaos?
W dalszej części tekstu Nehrebecka przytacza jeszcze badanie zespołu psycholożki Guyonne Rogier, wspominając, że zidentyfikowało ono u osób poliamorycznych wyższy poziom dysregulacji pozytywnych emocji niż u osób monogamicznych z grupy kontrolnej. Terapeutka pomija oczywiście, że to samo badanie pokazało również, że osoby poliamoryczne nie różnią się od monogamicznych stylem przywiązania ani poziomem dysregulacji negatywnych emocji, a do tego mają wyższą satysfakcję seksualną.
Wracając do zaskakującego wyniku dotyczącego większych trudności z regulacją pozytywnych emocji u osób poliamorycznych. Autorki stawiają tezę, że jest źródłem mogą być wysokie standardy moralne kojarzone z niemonogamią lub nadreprezentacja osób neuroodmiennych (z ADHD i ASD) wśród osób poliamorycznych (osoby neuroatypowe mogą mieć trudności z interpretacją i regulacją emocji w ogóle). Ja dodatkowo postawiłabym tezę, że u osób poliamorycznych może występować dysonans poznawczy ze względu na zinternalizowaną polifobię. Kiedy ich radość jest związana z ich romantycznymi relacjami, mogą jednocześnie czuć się winne ze względu na to, że łamią tradycje i obyczaje. Najpewniej nie mogą się też swobodnie dzielić swoimi pozytywnymi emocjami dotyczącymi związkowych kwestii z całym gronem rodziny i bliskich znajomych. Natomiast z niezrozumiałego dla mnie powodu Nehrebecka wiąże to badanie z „zagnieżdżaniem w poliamorycznym schemacie i nasileniem patologicznych zachowań”.
Zazdrość – jest czy jej nie ma?
„Szczera rozmowa pozwala rozprawić się z zazdrością – tak brzmi jedna z czołowych deklaracji osób w polizwiązkach” pisze Tworek. Znów ciężko mi się do tego odnieść, bo nie podaje źródła. Natomiast poradniki poliamorycznych ekspertek, które znam, pokazują raczej, że warto szukać różnych sposobów na radzenie sobie z zazdrością. Wystarczy zajrzeć do kultowej książki „The Ethical Slut” (Puszczalscy z zasadami), by zauważyć, że sekcja o zazdrości wcale nie kończy się na poradach rozmowy z drugą osobą.
Nehrebecka w kontekście zazdrości trochę się chyba gubi, bo z jednej strony mówi, że kiedy zazdrości nie ma, to znaczy, że związek nie jest dość silny. Z drugiej, przytacza pracę Jillian Heather Deri jako dowód, że poliamoryczne osoby wykazują wręcz „wściekłą zazdrość”. Z jakiegoś powodu terapeutka nie wnioskuje jednak z tego, że poliamoryczne więzi mogą być silne. Ja zaś dodam, że praca Jillian Heather Deri jest analizą jakościową wywiadów z 22 osobami, więc absolutnie nie może służyć do uogólnień na całą populację osób poliamorycznych, co przecież ekspertka powinna wiedzieć.
Poliamoria rodzi trudności, ale warto je przedstawiać rzetelnie
Zainteresowanych tematem uprzedzeń wobec poliamorii odsyłam również do artykułu Katarzyny Grunt-Mejer i Weroniki Chańskiej „How Do They Even Know They Love?” The Image of Polyamory in Polish Expert Discourse analizującego powtarzające się od lat wypowiedzi ekspertów podobne do tych z omawianego przeze mnie tekstu. Polskie autorki rozprawiają się w nim z najczęściej powtarzanymi mitami i stereotypami o poliamorii.
Na koniec kilka słów poświęcę wymienionej w tekście Anecie (imię zmienione). Odnoszę wrażenie, że jej doświadczenie jest niezmiernie podobne do doświadczenia monogamicznych kobiet, a jej problemy wynikały raczej z zetknięcia z egoistycznymi partnerami, którzy za etykietą poliamorystów faktycznie mogli kryć niechęć do tworzenia bliskich relacji. Absolutnie nie neguję istnienia takich osób – powiedziałabym wręcz, że na pewno sporo ludzi nadużywa określenia „poliamorii” na płytkie, niemonogamiczne relacje. Na szczęście sama obracam się raczej w społeczności osób, które poliamorię traktują jako filozofię życiową mającą dawać swobodę, a jednocześnie bezpieczeństwo wszystkim osobom zaangażowanym w ich polikuły. Naprawdę, nie wszyscy używają hasła „poliamoria”, żeby ukryć pod tym lęk przed bliskością.
A jeśli chodzi o tekst Dominiki Tworek, w pełnim zgadzam się z autorką w jednym zdaniu: „Wątpliwe jest, aby poliamoria rozlała się na całe społeczeństwo, ponieważ wielu ludzi pragnie stałości i stabilności”. Z wielu powodów poliamoria nie jest dla każdego. Natomiast uważam, że straszenie od lat tymi samymi uprzedzeniami wobec poliamorii i wypowiadanie się o niej z wyższością to nie jest dobry sposób na pokazanie ludziom faktycznych ryzyk i trudności związanych z tym modelem związków.
Źródła:
- Deri, J.H. (2011). Polyamory or polyagony? Jealousy in open relationships. (Publikacja nr etd6744) [Praca doktorska, Simon Fraser University]. Simon Fraser University Summit Research Repository
- Easton, D., Hardy. J.W. (2012). Puszczalscy z zasadami. Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca.
- Grunt-Mejer, K., Chańska, W. (2020). „How Do They Even Know They Love?” The Image of Polyamory in Polish Expert Discourse. Archives of Sexual Behavior, 49(8), s. 2829-2847.
- Knapp, J.J. (1975). Some non-monogamous marriage styles and related attitudes and practices of marriage counselors. The Family Coordinator, 24(4), s. 505-514.
- Moors, A.C., Conley, T.D., Edelstein, R.S., Chopik, W.J. (2015). Attached to monogamy? Avoidance predicts willingness to engage (but not actual engagement) in consensual non-monogamy. Journal of Social and Personal Relationships, 32, s. 222-240.
- Perrotta G (2021) Clinical evidence in Troilism (Polygamy and Polyamory): Definition, psychological profiles and clinical implications. International Journal of Sexual and Reproductive Health Care, 4(1), s. 73-79.
- Rogier, G., Cisario, G., Juris, L., Velotti, P. (2024). Attachment Style, Emotion Dysregulation and Sexual Satisfaction Among Polyamorous and Non-polyamorous Individuals. Sexuality & Culture, 28, s. 354–369.
- Sheff, E. (2013). Children in Polyamorous Families: A First Empirical Look. The Journal of Law and Social Deviance. 5. s.150 – 243.
zdjęcie do tekstu: Vonecia Carswell via Unsplash
