Jeszcze kilka lat temu uwielbiałam LELO. Ta pochodząca ze Szwecji marka zrobiła z gadżetów erotycznych naprawdę ekskluzywne produkty. Stworzyła też wiele technologii, które zdobyły uznanie milionów klientów_ek na całym świecie.
Obecnie traktuję ją nieco mniej entuzjastycznie. Po pierwsze, mimo zawrotnych cen produktów LELO na ich opakowaniach wciąż widzę hasło “Made in China”. Sporą część ich unikalnych, opatentowanych pomysłów uważam zaś za niezbyt przydatne bajery. Natomiast ciągle zachwyca mnie design produktów tej marki. I to właśnie on zachęcił mnie do zakupu masażera punktowego LELO Dot.
Nie aż tak innowacyjny
Mówiąc wprost, Dot to po prostu ładniejsza kopia masażera punktowego Zumio, nad którego działaniem zachwycały się kilka lat temu recenzentki na całym świecie. Przyznam, że co jakiś czas wracała do mnie myśl, by kupić Zumio. Powstrzymała mnie wysoka cena i… brzydota produktu. Trzeba przyznać, że wygląd przypominający irygator do jamy ustnej czyni go dyskretnym, ale akurat mi na dyskrecji nie zależy.
Kiedy na rynku pojawiały się zbliżone i bardziej estetyczne produkty od marek Rianne S (Femsation) oraz Satisfyer (Twirling Fun, Twirling Delight i Twirling Joy), zaczęłam rozważać kupno tych alternatyw. Natomiast ani jakości Rianne S, ani Satisfyer nie ufam do końca. Prezentują się one elegancko, ale to raczej niższa półka bezpiecznych gadżetów.
Jakość, która kosztuje
Głębokie wibracje LELO wprost uwielbiam! Dlatego gdy firma wypuściła piękny Dot, byłam bliska reakcji: “Shut up and take my money!”… Tylko że to Dot kosztuje dużo money, bo około 700 zł. Na szczęście niedługo po premierze Dot pojawił się w sklepie, w którym pracuję, i to w promocyjnej cenie. Bez zniżki pracowniczej najpewniej nie zdecydowałabym się na ten zakup. Skoro jednak nadarzyła się taka okazja, to żałowałabym, gdybym z niej nie skorzystała.
Luksusowa otoczka?
Opakowanie Dota wygląda ekskluzywnie, jak zawsze w przypadku LELO. To czarny kartonik z przezroczystym frontem, który ukazuje piękno produktu. W środku oprócz masażera znajdziemy instrukcję, numer służący do rejestracji produktu, woreczek i kabel do ładowania (USB z bolcem – taki sam, jak przy innych produktach marki).
Korzystna gwarancja
Produkty LELO można zarejestrować, logując się na stronie producenta. Daje to możliwość skorzystania z rocznej gwarancji oraz 10-letniej gwarancji jakości. Ta pierwsza pozwala na wymianę wadliwego produktu na nowy, a druga na 50% zniżki na nowy produkt, gdy pierwotny przestanie działać. Dla zainteresowanych: więcej szczegółów w temacie gwarancji na stronie LELO.
Niezbyt ładny woreczek
Za to woreczek dołączony do Dota wygląda inaczej niż poprzednie moje woreczki od LELO. Jest z mniej błyszczącej tkaniny, za to bardziej elastycznej – przypomina materiał odzieży sportowej. Dla mnie to zdecydowanie niekorzystna zmiana. LELO zamiast podążać za trendem bardziej przyjaznych środowisku materiałów takich jak len czy bawełna, wybiera ani elegancką, ani ekologiczną opcją.

Pastelowe cudo
LELO Dot jest dostępny w trzech pastelowych kolorach: jasnoróżowym, turkusowym i liliowym. Rozważałam najpierw elegancki liliowy, ale wygrał uroczy jasny róż, który mi się nigdy nie nudzi.
Masażer ma kształt przypominający kroplę. Wiem jednak, że nie każdemu się podoba połączenie bardzo wąskiej końcówki i znacznie szerszej rączki. Sama miałam wątpliwości co do tego designu, ale po spędzeniu trzech miesięcy z Dotem stwierdzam, że jest wygodny do trzymania, a to najważniejsze. Do tego błyszczące wnętrze rączki w złotym kolorze sprawia, że wygląda on bardzo stylowo.
Strona techniczna
Dot jest pokryty gładkim silikonem, a jego błyszczące elementy są z tworzywa ABS. Jest wodoodporny i, jak już wspomniałam, zasilany ładowarką. Producent zachwala, że gadżet ma wyjątkowo długi czas pracy. Rzeczywiście bateria wystarcza na minimum 2 godziny działania – myślę, że to co najmniej 20 orgazmów. Masażer ma długość 16,5 cm, nie jest więc szczególnie kompaktowy. Natomiast niewielka waga (niecałe 100 g) i funkcja blokady podróżnej zachęcają do zabierania go na wycieczki.
Gadżet oferuje 8 wzorów wibracji, każdy z regulacją intensywności. Steruje się nim za pomocą trzech przycisków: plusa, zmiany trybów i minusa. To akurat nieco tricky, bo przyciski wyglądają tak samo jak w starszych gadżetach LELO, ale Dot włącza się środkowym przyciskiem, a nie plusem (jak Sona czy Hugo).
Za działanie Dota odpowiada technologia ruchu po elipsie. Jego końcówka błyskawicznie oscyluje więc wokół łechtaczki (lub innego stymulowanego miejsca) po eliptycznej trajektorii. To sprawia, że moc Dota jest nieco rozproszona, dzięki czemu gadżet ma nie doprowadzać stymulowanych stref do odrętwienia.

Zachwycająca intensywność
Bardzo utkwiła mi w głowie anegdota przytoczona w recenzji LELO Dota dla Vice. Ponoć goście na nowojorskiej premierze gadżetu przeżyli doświadczenie niczym z filmu “Oczy szeroko zamknięte”. Zawiązano im oczy i pozwolono dotykać Dota oraz zaprezentowano jego działanie jako masażera karku. Kiedy autorce recenzji odsłonięto oczy, była w szoku, że ten sam delikatny gadżet, którego dotykała, tak intensywnie ją masował.
Przed zakupem przeczytałam kilka opinii o Docie, więc sama nie przeżyłam aż takiego zaskoczenia. Natomiast wciąż byłam pod wrażeniem jego działania. Końcówka w postaci cienkiej antenki rzeczywiście nie sugeruje tak dużej mocy i głębokich wibracji.
Przez jej delikatność trochę obawiam się o przechowywanie i transport gadżetu. Mimo że producent obiecuje trwałość na lata, obawiam się, że tę delikatną część łatwo zniszczyć. Zwłaszcza gdy ma się trudności z koordynacją ruchową i koty, które lubią gryźć przypadkowe przedmioty.
Nietypowe doznania
Przyznam, że technologia ruchu eliptycznego daje wyjątkowe odczucia, faktycznie nieco rozproszone i bardzo silne. Łechtaczka jest dzięki nim bardzo punktowo pobudzona, w stymulowanym fragmencie. Głębokie wibracje promieniują też do wnętrza ciała, ale w mniejszym stopniu niż przy masażerach bezdotykowych.
Moja rada: przy użyciu LELO Dota we wrażliwych strefach nie oszczędzaj na lubrykancie! Z silikonowym masażerem w grę wchodzi tylko żel na bazie wody. Polecam wybrać względnie gęsty specyfik lub nałożyć jego sporą porcję. Co ważne, lubrykant aplikować należy na stymulowaną część ciała, nie na gadżet! Szybkie ruchy końcówki Dota potrafią chlapać żelem we wszystkie strony. Dlatego lubrykant nałożony na gadżet szybko znika, a intensywna stymulacja może stać się bolesna. Lepiej więc ucz się na moich błędach 😉
Nie udało mi się niestety użyć tego masażera łechtaczki w wannie. Woda pewnie nieco stłumiłaby intensywność stymulacji, a przy mocy Dota to mogłoby się okazać korzystne.
Stymulator łechtaczki czy uniwersalny masażer?
W komunikatach producenta i recenzjach czytałam i słyszałam o uniwersalności Dota. Poleca się go nie tylko do masażu łechtaczki, ale i sutków, szyi, płatków uszu oraz innych wrażliwych stref. Do tego ma być wygodny do użycia z partnerem_ką. Ja trzymam się jego głównego zastosowania, mianowicie do masażu łechtaczki solo.
Dot poza łechtaczką
Mi nie do końca pasuje jego dotyk poza łechtaczką, jest zbyt punktowy. Zdecydowanie wolę masaż skóry większą powierzchnią ręki czy gadżetu. Próbowałam masować LELO Dotem wrażliwe sutki i jądra męża. Było to dla niego intrygujące, ale bardziej mu odpowiada stymulacja moim językiem.

Solo czy w parze?
Korzystanie z Dota w większym gronie może być przyjemne. Sama jednak wolę operować nim sama, bo tak silna stymulacja w czyichś rękach może łatwo spowodować ból zamiast rozkoszy.
Do tego mam wrażenie, że trudno używać Dota jako masażera łechtaczki podczas penetracji. Żeby jego końcówka działała odpowiednio, moim zdaniem, najlepiej trzymać go pod kątem prostym. Może się więc sprawdzić w pozycjach odwróconego jeźdźca czy na lewym boku (dla praworęcznych). Natomiast ja wolę przy penetracji używać zabawek, które dają mi trochę większą swobodę wyboru pozycji.
Śliczny, wygodny i mocny
Podsumowując, czy warto kupić stymulator łechtaczki LELO Dot? Uważam, że tak. A bardziej psychologicznie: to zależy.
Warto mieć Dota, jeśli:
- uwielbiasz silną stymulację łechtaczki (i innych wrażliwych stref),
- nie masz jeszcze w kolekcji innego punktowego masażera, który lubisz,
- kochasz pastelowe kolory,
- podoba Ci się estetyka LELO i działanie jej produktów.
Nie warto, jeśli wolisz tańsze seks zabawki, inną estetykę lub nie masz pewności, czy silna, punktowa stymulacja jest dla Ciebie. Moim zdaniem, przy tak drogich produktach lepiej być jak najbardziej pewnym tego, że decyzja o zakupie jest właściwa.
Co prawda LELO Dot nie dał mi obiecywanych przez producenta wielokrotnych orgazmów*. Nie zmienił też tego, że od ponad 5 lat LELO Sona pozostaje moim ulubionym gadżetem. Natomiast po Dota też ostatnio regularnie sięgam i bardzo podoba mi się możliwość takiej odmiany. NO I JEST TAKI UROCZY! 🥰
* Nawet nie liczyłam na to przy moich problemach z orgazmem 😅
zdjęcia do tekstu: autorka
