Ten temat może brzmieć absurdalnie dla adekwatnie wyedukowanych seksualnie osób. Gadżety erotyczne nie mają zbyt wiele wspólnego z orientacją seksualną. Każdej seks zabawki może używać osoba hetero, bi czy homoseksualna, bo przecież czemu nie?
I ja w ogóle się nie zamierzam z tym kłócić, że gadżety erotyczne są dla każdego (dorosłego, który ma na nie ochotę). Mimo wszystko, mam wrażenie, że wciąż zdarzają się w tej kwestii nieporozumienia. Niektórym (a może nawet wielu) osobom może się bowiem wydawać, że skoro jakiś gadżet powstał na wzór genitaliów, to symbolizuje tym samym ludzi z takimi genitaliami. Inni mogą sądzić, że niektóre aktywności seksualne są jakby przypisane pewnym orientacjom. Tego typu mitom przyjrzę się w tym luźnym wpisie.
Mit nr 1: Korki analne tylko dla gejów
Chyba każdy zna ten stereotyp, że seks analny (zwłaszcza od biernej strony) to przede wszystkim domena gejów. Najpewniej seks analny faktycznie jest częstszy w populacji gejów niż u osób hetero (acz nie mam pod ręką statystyk w tym temacie). Natomiast ten stereotyp zapomina zarówno o gejach, którzy nie lubią seksu analnego (tak, oni istnieją!), jak i o cis hetero facetach, którzy lubią seks analny z biernej perspektywy.
Dla osób z penisem penetracja analna może być wyjątkowo przyjemna. Poprzez odbyt można bowiem łatwiej masować niezwykle wrażliwy gruczoł: prostatę. Fakt, że mężczyzna lubi mieć stymulowany odbyt nie świadczy więc absolutnie o orientacji seksualnej. Powiedziałabym wręcz, że powinno to być popularne upodobanie u większości osób z penisem. Dla kwestii orientacji ma zasadnicze znaczenie to, kto ma ten odbyt stymulować. I jeśli lubi się seks tylko z osobami innej płci, to zazwyczaj oznacza orientację hetero. Również jeśli ten seks oznacza przyjmowanie stymulacji analnej od osoby partnerskiej.
Korki i koraliki analne czy masażery prostaty nie mają płci. Dlatego jeśli masz ochotę na masaż odbytu zabawką, to w żaden sposób nie wpływa na Twoją orientację seksualną.
Mit nr 2: Dilda nie dla lesbijek
Nie jestem pewna, czy wciąż istnieją homoseksualne kobiety wierzące, że nie powinny używać dild. Natomiast jeszcze kilka wieków temu takie podejście bywało wśród lesbijek całkiem częste. Przynajmniej tak opowiada historyczka seksualności, Hallie Lieberman w swojej książce „Buzz”.
Okazuje się, że jeszcze w latach 80. dilda nie były mile widziane w feministycznych sklepach erotycznych. Wynikało to m.in. z symboliki tychże gadżetów, które zostały stworzone na wzór penisa i w większości tworzone były z perspektywy białych mężczyzn (typowy male gaze). Lieberman pisze:
„Dilda pozostawały politycznym polem minowym: dla niektórych reprezentowały męskość i patriarchat, dla innych przywłaszczanie sobie męskiej władzy przez kobiety”.
Zamiłowanie do dild krytykowała choćby radykalna feministka Andrea Dworkin, identyfikująca się właśnie jako lesbijka (i znana m.in. ze swoich antypornograficznych działań).
Dilda w feministycznym sklepie
W książce „Buzz: The Stimulating History of the Sex Toy” autorka opowiada o sekspozytywnym sklepie erotycznym Good Vibrations założonym w 1977 roku w San Francisco przez edukatorkę seksualną Joani Blank. Właścicielka sklepu nie była chętna do sprzedawania w nim dild, a tym bardziej prezentowania ich na widoku. Oprócz symbolicznych kwestii miała ku temu też inne powody. Wiedziała, że brakuje edukacji o tym, że większość kobiecych orgazmów wynika ze stymulacji łechtaczki, a nie pochwy. Właśnie dlatego chciała raczej promować gadżety do masażu łechtaczki.
Natomiast młoda entuzjastyczna pracownica, Susie Bright zachęcała Blank, by dała szansę dildom. Udało jej się skontaktować z Gosnellem Duncanem, wynalazcą silikonowych dild. Jego ręcznie robione gadżety stały się hitem w Good Vibrations, zaś Bright zaczęła konsultować się z klientkami, by dowiedzieć się, jakie ulepszenia by w nich wprowadziły. Z kolei Duncan stopniowo wdrażał te pomysły, co poskutkowało tworzeniem krótszych, ale szerszych dild (w końcu pochwa jest najbardziej unerwiona u ujścia, mniej w głębi).
(Na marginesie: to, dlaczego Duncan, niepełnosprawny imigrant zaczął wytwarzać dilda, to też fascynująca historia, o której może kiedyś napiszę, bo wydaje mi się, że nikt jej jeszcze nie przetłumaczył na polski).
Niektóre lesbijki wciąż wstydziły się swoich pragnień i zadawały Bright pytania w stylu: „Czy na pewno jestem lesbijką, jeśli chcę używać dilda?”. Ale przecież nie ma nic dziwnego w tym, że lesbijki chcą mieć penetrowaną pochwę. Zwłaszcza jeśli służące do tego dildo jest specjalnie dostosowane do ich potrzeb. Przecież tak jak inne gadżety, dilda nie mają płci.
Mit nr 3: Zabawki nie dla asów
Orientacja aseksualna to wciąż koncept nieszczególnie znany szerszej publice. Ludziom zdarza się nazywać aseksualnym kogoś, kto nie jest atrakcyjny seksualnie dla innych. Niektórzy kojarzą, że aseksualność oznacza brak pociągu seksualnego, a wobec tego wydaje im się, że to oznacza również brak libido ani chęci do masturbacji. Patrząc na aseksualność w taki sposób, można sobie wyobrażać, że osoby aseksualne nie potrzebują gadżetów erotycznych.
Tymczasem według definicji, aseksualność to orientacja, w której brak pociągu do żadnej płci. W książce „Aseksualność. Czwarta orientacja” psycholożka Anna Niemczyk przytacza wyniki ankiety z polskiego forum dla osób aseksualnych, w której ponad połowa ankietowanych przyznała, że odczuwa libido. U tych osób występuje więc podniecenie, które zazwyczaj chcą rozładować podczas masturbacji. I jak najbardziej osoby aseksualne mogą chcieć do solo seksu używać gadżetów.
Mit nr 4: Osoby bi wezmą wszystko
Stereotypy o osobach biseksualnych sugerują, jakoby miały one chcieć uprawiać seks z każdym, na kogo się natkną. W końcu jeśli nie liczy się dla nich płeć, to czy jest jeszcze cokolwiek, co mogłoby eliminować ich potencjalnych partnerów_ki? Oczywiście to pytanie to żart, ale łatwo zauważyć, że osobom bi przypisuje się nie tylko „rozwiązłość”, ale i zamiłowanie do seksu grupowego, niemonogamiczność (bo skoro podobają Ci się osoby różnej płci, to na pewno chcesz się spotykać z kilkoma jednocześnie) czy w ogóle upodobanie do wszelkich niestandardowych praktyk seksualnych. Idąc tym tropem, biseksualne osoby powinny też chętnie próbować wszelakich gadżetów erotycznych: w końcu skoro mało im jednej płci, to i gadżetami muszą być wiecznie nienasycone.
Nie przeczę, znam biseksualne osoby, które są poliamoryczne, mają różne kinki, uwielbiają seks grupowy i są otwarte na przeróżne gadżety. Ale tego nie ma w definicji biseksualności, to zupełnie odrębne upodobania. Znam bowiem też biseksualne osoby, które świadomie wybierają monogamię i wanilię, nie chcą próbować grupowego seksu ani nie są jakoś szczególnie zainteresowane seks zabawkami. Biseksualność nie musi nakładać na nikogo presji różnorodnych doświadczeń.
Wszystko możesz, nic nie musisz
Większość tego tekstu może Ci się wydawać oczywista. Niestety, przeróżne stereotypy i nieporozumienia dotyczące orientacji seksualnych (zwłaszcza tych niehetero) wciąż funkcjonują w kulturze. A ja uważam, że warto je obalać i pokazywać ich absurdalność.
Chcę więc tym tekstem przekazać jedno: to, z jaką orientacją seksualną się utożsamiasz, nie musi tworzyć presji na żadne zachowania. Orientacja nie może Ci także żadnych zachowań zabraniać. Możesz używać gadżetów erotycznych lub nie. Eksperymentuj w granicach swojego komfortu. Albo nie eksperymentuj, nic nie musisz.
Źródła:
- Lieberman, H. (2017). Buzz: The Stimulating History of the Sex Toy. Pegasus Books.
- Niemczyk, A. (2020). Aseksualność. Czwarta orientacja. Novae Res.
zdjęcie do tekstu: Malvestida via Unsplash
